Google zamyka drogę na skróty: treść pod AI to po prostu dobra treść

Google dopisał do wytycznych wymóg ręcznego sprawdzania tekstów z AI przed publikacją i wprost odradza sztuczki pod odpowiedzi AI. Według Google osobna optymalizacja pod AI po prostu nie istnieje.

Udostępnij
Google zamyka drogę na skróty: treść pod AI to po prostu dobra treść

Sygnał w danych

Niezależne źródła o tym temacie: 6 w ostatnim tygodniu, 15 w 30 dni, 24 w 90 dni. Temat obserwujemy od 24.07.2024; łącznie 108 twierdzeń w naszej bazie.

tydz. 321
tydz. 337
tydz. 343
tydz. 352
tydz. 362
tydz. 373
tydz. 386
tydz. 392
tydz. 405
tydz. 411
tydz. 427
tydz. 436

Liczba niezależnych źródeł w kolejnych tygodniach (ostatnie 12 tygodni).

Co się dzieje

Na początku października Google zaktualizował wytyczne dotyczące tworzenia treści z pomocą AI. Pojawił się w nich wyraźny wymóg: zanim opublikujesz tekst z AI, sprawdź go ręcznie.

Nie chodzi tylko o sam artykuł. Weryfikacji wymagają też tytuły, opisy meta, dane strukturalne i teksty alternatywne obrazów, czyli wszystko, co AI potrafi wygenerować hurtowo.

W czym źródła się zgadzają

Źródła zgodnie powtarzają, że funkcje AI w Google opierają się na tych samych systemach co zwykłe wyszukiwanie. Wystarczy, że strona jest dostępna dla robota, zaindeksowana i użyteczna.

Google odradza też konkretne triki. Na liście znalazły się llms.txt, dzielenie tekstu na fragmenty pod AI, osobny schemat dla AI i sztuczne wzmianki o marce. Masowo tworzone strony pod warianty jednego pytania mogą zostać uznane za masową produkcję treści, a próby manipulowania odpowiedziami AI Google traktuje jak spam.

Gdzie się różnią

Część branży wciąż wierzy w osobne zasady dla AI. Powołuje się przy tym na badanie z Princeton, według którego cytaty i statystyki w tekście zwiększają widoczność w odpowiedziach AI nawet o 40%.

Inni twierdzą, że wymóg oznaczania treści z AI i tak zniknie, bo AI jest dziś w każdym narzędziu. Spór nie dotyczy więc tego, czy wolno używać AI, tylko tego, ile pracy człowieka musi być w gotowym tekście.

Co z tym zrobić

Wprowadź prostą zasadę: żaden tekst z AI nie trafia do publikacji, dopóki nie przeczyta go człowiek - łącznie z tytułem i opisem meta. To tańsze niż usuwanie skutków ręcznej kary.

Zamiast plików llms.txt i dodatkowych znaczników zajmij się tekstami, które już masz. Odświeżenie starego artykułu często daje więcej niż napisanie nowego.

Nasz wniosek

Google nie zostawia miejsca na osobne SEO pod AI: liczy się ta sama jakość co zawsze, a teksty z AI mają przejść przez ręce człowieka. Kto inwestuje w triki pod odpowiedzi AI, ryzykuje, że Google uzna je za spam.

Pewność: wysoka - to zapis w oficjalnej dokumentacji Google, potwierdzony przez wiele niezależnych źródeł. Zmienimy zdanie, jeśli: Google opublikuje osobne zalecenia techniczne dla AI Overviews lub AI Mode albo zacznie oficjalnie korzystać z llms.txt.

Źródła